Ta witryna wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdym momencie możesz dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies. Szczegóły o przechowywanych plikach cookies znajdziesz na stronie „Polityka prywatności”.
Dowiedz się więcej.

Centrum Paderewskiego Tarnów - Kąśna Dolna

Aktualności

Festiwal Bravo Maestro. Wrażenia pokoncertowe...

 

Rafał Górski

Jakże długą staje się chwila, niczym próżnia wieczności. Zanim palce pianisty uderzą w jasne żebra fortepianu, a ten z rozkoszą kochanka uwolni z wnętrza kolorowy kurz dźwięków. Wraz z wirtuozem wskoczyłem w otchłań wielkich namiętności. Wystarczyło zamknąć oczy aby zobaczyć... miłość. Różne przybierała imiona. Różne postaci. Jeden nadawano jej kształt zapisany w nutach i rozsyłano, niczym heroldów na salony Europy. Po to by sławić ideał piękna, doskonałość, kruchość... Kobietę! To ona była sprawcą tak wielkich uniesień i hołdów. Zaklęte w wieczny taniec w dźwięki słowa zachwytu, słowa miłości powtarzają od tamtych czasów wszystkie instrumenty niczym modlitwę. Obok fortepianu stał rząd żniwiarzy. W czułych dłoniach smyczki niczym kosy i sierpy, kładły energicznie i pewnie srebrne łany strun. Wzbijając w powietrze tumany kurzu jasnych dźwięków. Muzyka, niczym powietrzny wir, uniosła lekko ciężkie ciało fortepianu. Niosąc go nad głowami zdumionych jej zuchwałością widzów. Skrzypce, wiolonczele... niczym brązowe liście wirowały wokół. Srebrzyło się od księżyca, słońca kochanków. Gdzieś tam za zamkniętymi furtami powiek. Jasne marmury piękna, pisane dźwiękiem stawały się przez chwilę słowem... By po chwili, znów słychać było tylko muzykę. Słowa nie były potrzebne.

 

Wróć do poprzedniej strony